Jak pracuję, jakich metod używam

Jak pracuję, jakich metod używam.

Gdy wybierałam szkołę psychoterapii, a było to w roku 2014, nie byłam świadoma istnienia tak wielu nurtów i różnych metod w każdym z nich. Prawdę mówiąc trochę „przypadkiem”, a trochę dla wygody, bo bardzo odpowiadały mi terminy i lokalizacja, wybrałam psychoterapię integratywną na PWT we Wrocławiu. Dopiero w czasie trwania studiów, zdałam sobie sprawę, że po raz kolejny w życiu, wiedziona intuicją, wybrałam najlepszą dla mnie metodę pracy.

Studia pozwoliły mi poznać różne szkoły psychoterapeutyczne. Miałam wykłady ze specjalistami różnych nurtów, dzięki czemu, dostałam pakiet różnorodnych możliwości. Jednocześnie postawiono mi mocny kręgosłup psychodynamiczny, na którym do tej pory opieram swoje rozumienie psychiki człowieka i w tym nurcie superwizuję większość swojej pracy z pacjentami.

Ale co to wszystko znaczy?

Zaraz opiszę kilka nurtów psychoterapeutycznych, inaczej – modalności, lub inaczej szkół, z których czerpie.

Na początku był Freud.

Tak, właśnie on, choć przed nim byli inni, nie będziemy tam teraz zaglądać, bo to znacznie wydłużyłoby ten wpis.

Zygmunt Freud, austriacki neurolog i psychiatra, zaczął słuchać co mówią pacjenci z oddziałów szpitalnych, cierpiący na różne schorzenia. Może dziś, w dobie karty praw pacjenta, jest to oczywiste, wtedy nie było. Okazało się, że wiele objawów fizycznych jak paraliże, ślepota, drgawki, gdy nie mają podłoża neurologicznego, mają swoje źródło w psychice pacjenta, w jego nieświadomości. Ciekawym zagadnienie, może na inny wpis, jest charakterystyka obyczajowości tamtych czasów, gdzie wiele trzeba było wyprzeć, ukryć, a pokazać siebie publicznie bardzo gładkim i pięknym.

Zygmunt zaczął słuchać, bardzo uważnie, aż stworzył psychoanalizę, opartą właśnie na słuchaniu opowieści swobodnych skojarzeń pacjentów.

Znacie te obrazki z filmów, pacjent leży na kozetce, analityk siedzi w głębokim fotelu, z notatnikiem, za nim i słucha, notuje, niewiele mówi, podkęca wąsa i pali fajkę.

W skrócie, psychoanaliza nadal istnieje, jako szkoła psychoterapii, ubogacona przez kolejnych wybitnych badaczy i z niej wyszła psychoterapia psychodynamiczna.

Najważniejsze dla mnie z tej metody, to rola teorii przywiązania.

Rodzimy się z biologiczną potrzebą bliskości, dlatego jakość opieki, jakiej doświadczamy, w znacznym stopniu kształtuje nasz sposób wchodzenia w relacje z innymi ludźmi i w ogóle w świat.

Staram się pisać skrótowo, ale w tym wszystkim kryje się tak ogromna głębia zależności, wpływów, schematów, które zaczynają się właśnie tam, w ramionach pierwszych opiekunów, w karmieniu gdy dziecko głodne, w zmianie pieluszki, gdy mokra, w okryciu kocykiem gdy chłód. Gdy dziecko dostaje to wszystko na czas, gdy ktoś się o nie troszczy i pielęgnuje, powstaje pierwszy obraz świata, jako dobrego miejsca, w którym jego potrzeby znajdują zaspokojenie, głód jest karmiony, a lęk ukojony w opiekuńczych ramionach. Tam tworzy się też obraz świata, jako miejsca groźnego, nieprzewidywalnego, pełnego groźnych obiektów. Potem, na drodze rozwoju człowieka od niemowlaka do dorosłości może zdarzyć się dużo innych, wzmacniających, lub zaburzających sytuacji i w zależności od zestawu genów i całego środowiska może wydarzyć się wiele, prawie wszystko, jednak fundament jest tam, w pierwszych latach.

W terapii psychodynamicznej terapeuta pomaga pacjentowi:

– rozpoznawać i nazywać emocje

– odkrywać nieświadome wzorce zachowań

– rozumieć źródła cierpienia psychicznego

– analizować relacje z ważnymi osobami aktualnymi i pierwszymi

– zauważać mechanizmy obronne

– doświadczać nowych sposobów bycia w relacji.

Ważną częścią procesu psychoterapii w tej modalności, ale i w każdej innej, jest relacja psychoterapeutyczna, czyli to, co dzieje się między pacjentem, a specjalistą. O tym też zrobię cały osobny wpis, bo to ogromna ilość ciekawych tematów i chętnie wam o tym opowiem.

Na razie wyobraźcie sobie, że gabinet psychoterapii to laboratorium, a relacja z terapeutą to mikroskop, który powiększa nam sposób w jaki pacjent wchodzi w relacje w ogóle.

Jak to działa? Jeżeli przychodzi do gabinetu kobieta, która wychowała się w domu z agresywną matką, to prawdopodobnie, będzie wobec terapeutki-kobiety, stosować te same mechanizmy obronne, których nauczyła się w dzieciństwie. Obronne, bo one naprawdę wtedy, gdy była dzieckiem, obroniły ją przed agresją, a dziś są przeszkodą w tworzeniu bliskich więzi. I znowu robię sobie notatkę- zrobić wpis o mechanizmach obronnych. Może to być np. nadmierna czujność i obserwacja jak terapeutka dziś się czuje, by ocenić, czy jest bezpiecznie, czy dzisiaj lepiej nie wjeżdżać z trudnym tematem. Albo po opowiedzeniu trudnej historii, pacjentka może badać, czy nie powiedziała za dużo, czy to nie było zbyt trudne, może próbować się wycofać, trochę zmiękczyć fakty, albo jakoś pocieszać terapeutkę, opiekować się nią. To tylko jedna drobna sytuacja, zaobserwowana w gabinecie, otwiera drzwi do wewnętrznego, nieświadomego świata pacjentki. Z metod psychoterapii psychodynamicznej można w takiej sytuacji dokonać interpretacji np.: Zauważyłam, że sprawdza pani moje samopoczucie, za każdym razem, zanim opowie pani coś trudnego ze swojego życia, jakby potrzebowała pani pewności, że mój aktualny stan psychiczny jest odpowiedni by to przyjąć. Zastanawiam się, czy pani też to zauważa? Jak pani myśli, jak powstał ten mechanizm u pani? Skoro pacjentka robi to w gabinecie, prawdopodobnie tak samo postępuje w innych relacjach, można sobie wyobrazić, że z tego powodu nie ma przyjaciółek, którym może się wygadać, nie chce nikogo obciążać, zawodzić, sprawiać przykrość, złościć.

Czasem pacjenci przychodzą na terapię i mówią, że nie chcą grzebać w dzieciństwie, że to już było, minęło i czasu nie cofniemy. Z perspektywy psychoterapii było i nie minęło, nadal trwa, wciąż się powtarza, widać schematy w historii pacjenta. Dziecko nauczyło się chronić siebie, tak jak dziecięcy umysł potrafił to zorganizować z zasobów, które wtedy miał. Nauczyło się tłumaczyć sobie świat w taki sposób, by doświadczać jak najmniej cierpienie, zawodu, lęku. Te mechanizmy pozwoliły dziecku przetrwać, czasem bardzo trudne dzieciństwo, ale jeśli pozostały aktywna w psychice i nadal próbują chronić dorosłego, stają się przeszkodą, utrudniają dobre, szczęśliwe przeżywanie bliskości z innymi, utrudniają życie, angażują dużą część energii psychicznej. Przeszkadzają.

W takich momentach procesu wprowadzam pojęcie wewnętrznego dziecka. Pokazuję pacjentom, że mają w sobie nadal te strachy, które mieli jako dzieci i proponuję, by wyobrazili sobie, że wewnątrz ich psychiki żyje nadal ten mały i ciągle się boi, chowa się, wstydzi, kuli. To oczywiście temat na osobny wpis. Praca z wewnętrznym dzieckiem daje pacjentom dużo zrozumienia, co się w nich dzieje. Z ogromnym wzruszenie słucham kiedy opowiadają o momentach, gdy dostrzegli w sobie działania pod wpływem „dziecka”, jak je tulą i opiekuję się nim, by odzyskać dostęp do swojej dorosłej części. Pomysł wprowadzenia części, czy osób zamieszkujących psychikę jest bardzo obrazową i użyteczną metaforę różnych schematów, potrzeb, emocji, które istnieją w psychice człowiek jednocześnie, czasem, wydawałoby się, antagonistycznie wobec siebie. Praca z tymi częściami może odbywać się na różne sposoby. Z psychoterapii poznawczo-behawioralnej (CBT), można skupić się na myślach, które każda z tych części „produkuje”. Praca z myślami jest zawsze bardzo ważna, bo z mojego doświadczenia wynika, że pomaga ona pacjentom wypracować w sobie umiejętność zarządzania nimi. Dzięki temu, przynajmniej częściowo, uczą się wygaszać myśli, przekierowywać uwagę, odpowiadać samym sobie, tak, by się uspokoić, zamiast nakręcać. Cały nurt CBT opiera się na założeniu, że jeśli zmienimy nieadaptacyje sposoby myślenia i działania, różne nawyki, schematy, zmniejszymy w ten sposób cierpienie psychiczne i wpłyniemy na jakość naszego życia. Wyobraźmy sobie mężczyznę, który spóźnia się 3 min na sesję, wchodzi cały w stresie, bo ostatnie 20 min jechał do gabinetu w korku, w głowie atakując samego siebie, że jest nieogarnięty, niesłowny i przeżywał ogromny lęk, wyobrażając sobie reakcję terapeuty na jego spóźnienie. Analiz tych myśli, zdań, które pacjent sam do siebie w drodze wypowiedział, oraz pokazanie, że one wpłynęły na emocje pacjenta i że można to zatrzymać, zamienić te myśli, przekonania, na bardziej wspierające, adaptacyjne, daje dużą ulgę i zmniejsza napięcie. Np zdanie: –Jestem beznadziejny, znowu za późno wyjechałem, a przecież dobrze wiem, że tu zawsze są korki, w skali 1-10 podnosi ono poziom ogólnego napięcia, stresu- czyli często po prostu lęku, z wartości 3 na 6. Zachęcam pacjenta do znalezienie zdania prawdziwego, opisującego tę sytuacje w taki sposób by nie eskalować, a raczej uspokajać. Np: Wyjechałem za późno, chcę pamiętać na przyszłość, że o tej porze, są tu często korki i potrzebuję więcej czasu na dojazd. Potem sprawdzam, w jaki sposób to zdanie zmieniło wartość liczbową odczuwanego napięcia, lęku. Szukamy zdań, które obniżają lęk. Pamiętam, że kiedy na studiach poznawałam ten nurt, zachwyciło mnie, jak wiele można zmienić w swoim życiu, zmieniając tylko sposób myślenia, mówienia do samego siebie w głowie. Daje to ogromne poczucie sprawczości, duże możliwości wypracowania w sobie nowych sposobów myślenie i działania. W wielu procesach, które prowadzę, uczę kilku technik z tego nurtu, bo są bardzo przydatne, działają tu i teraz, dają szybkie efekty. Dobrze jest znać swoje automatyczne schematy, korzystnie znaleźć ich źródło, ale ostatecznie chodzi o to, żeby zacząć robić inaczej.

Jednak człowiek, to dla mnie jeszcze coś więcej niż popędy, nieświadome schematy, wyuczone reakcje, dlatego bliska mi jest szkoła psychoterapii egzystencjalnej, która pochyla się nad sensem, pyta o wartości, poszukuje wolności. Pacjenci często zahaczają o te tematy, bo są one naturalnie obecne w naszym życiu. Dużym tematem jest zgoda na życie ze wszystkimi jego aspektami. Ucieczka przed cierpieniem, przed trudem, niezgoda na starzenie się i przemijanie są często omawiane w gabinecie. Dopiero zgoda na życie, zgoda na nieuniknione i umiejętność wytrzymania napięcia wynikającego z niewiadomego, które przed nami, daje głęboki spokój. Pokazuję pacjentom różne metody medytacji, zachęcam do czytania książek, słuchania podcastów, szukania i nasłuchiwania świata wokół, by znajdować w tym wszystkim ukojenie, uspokojenie i inspirację do dalszego rozwoju i pogłębiania refleksji. Bo idąc z myślą z psychoterapii humanistycznej, wierzę, że człowiek ma w sobie naturalną zdolność do rozwoju i samorealizacji. Gabinet jest często miejscem gdzie pacjent może bezpiecznie usłyszeć samego siebie, zmierzyć się ze swoimi wewnętrznymi głosami, odpowiedzieć sobie i odnaleźć własna, niepowtarzalną drogę. Pomaga w tym autentyczna relacja z psychoterapeutą, który według mnie jest odżywczym nawozem, wzmacniającym naturalne siły człowieka do rozwoju, do nadawania sensu. Podążanie za pacjentem, nazywanie jego stanów wewnętrznych, akceptowanie wszystkiego, co się pojawi, daje mu bezpieczne wsparcie w rozwoju, którego, z różnych powodów zabrakło w dzieciństwie.

I na końcu chcę napisać o mojej ostatniej miłości pschoterapeutycznej, pracy z ciałem przez taniec i ruch. Pracując w gabinecie zauważyłam, że bez ruszenia ciała, niektóre rzeczy trudno przepracować, oraz że pacjenci, którzy zaczęli jakąś pracę ze swoim ciałem, szybciej zdrowieją i odzyskują radość życia. Żyje cały człowiek, przeżywa emocje cały człowiek, martwi się i cieszy on cały. Ciało bierze udział w całym życiu psychicznym. Każda emocja, każdy stan psychiczny ma swoją reprezentację w ciele, którą stymulują różnego rodzaju hormony wytwarzane pod wpływem sytuacji, myśli, słów, obrazów, dźwięków, zapachów. Wiele chorób, napięcia w ciele, różnego rodzaju zaburzenia funkcjonowania ciała mają swój początek w psychice. Zawsze pytam pacjentów o ciało, o choroby, o bóle, schorzenia. Pytam też jak się lubią ruszać i zachęcam do sponatnicznego, autentycznego wchodzenia w ruch. Uczę prostych sposobów na odzyskanie kontaktu ze swoim ciałem, by umieli czerpać radość, ukojenie z ciała. O tym też będzie jeden osobny wpis.

Moja praca w gabinecie jest dopasowana do tego, co według mnie dzieje się z pacjentem. Te tysiące godzin ( i nie jest to przenośnia, bo faktycznie, naliczyłam 3 tysiąca, a nie policzyłam wszystkich), które spędziłam na rozmowach z pacjentami, pozwoliło mi wykształcić mój własny styl pracy, oparty na metodach różnych nurtów psychoterapii. Przez cały czas superwizuję moją pracę, czyli opowiadam o tym robię specjalnie wyszkolonemu do tego superwizorowi, który pomaga mi pracować skutecznej, zobaczyć szerszy kontekst, zrozumieć proces. Praca z pacjentami jest moją największą pasją i jestem wdzięczna, że mogę w ten sposób służyć ludziom.

Literatura

McWiliams Nancy, Diagnoza psychoanalityczna, Gdańsk 2013.

McWiliams Nancy, Opracowanie przypadku w psychoanalizie, Kraków 2012.

Lingiardi, V., & McWilliams, N. (red.). (2019). PDM-2. Podręcznik diagnozy psychodynamicznej, Uniwersytet Jagielloński 2019.

John Bradshaw, Powrót do swojego wewnętrznego domu, Wydawnictwo Medium 2013.

http://www.psychiatriapsychoterapia.pl/?a=articles_show&id=1072, Jerzy W. Aleksandrowicz Kilka uwag o procesach inegracji psychoterapii,

file:///C:/Users/Sprzetowo/Downloads/psych-t3-256-265.pdf, Jerzy Aleksandrowicz, Jan Czesław Czabała, Podstawy psychoterapii.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry